Indeks największych 500 spółek notowanych w Stanach Zjednoczonych zaliczył fenomenalny rok. Wie to każdy kto na ten indeks w portfelu ma ekspozycje, ale też wiedzą to Ci, których hossa omija szerokim łukiem. Sytuacja robi się ekstremalna, bo jak nazwać rok, gdzie indeks pobija 57 rekordów? Jakich? Np. Cena do Wartości księgowej (C/WK) spółek wchodzących w skład tego indeksu przebiła wartość z banki dotcomów.

I o ile w przypadku wycen fundamentalnych można się spierać co do tego jakie reguły mają sens a jakie sensu nie mają. Dajmy na to, omawialiśmy w odcinku “4 ostrzegawcze sygnały nadchodzącej bessy” wskaźnik Buffetta.

Porównuje on kapitalizację rynkową amerykańskich spółek do całego PKB Stanów Zjednoczonych
Oczywiście im większy jest ten udział tym rynek wskazuje na większe przegrzanie. Generalnie dla Buffetta przez lata wielkość 100% była takim wyznacznikiem wysokich cen na rynku. W XXI wieku na ten moment wskaźnik ten tylko w latach 2003 do 2005 i 2007 do 2012 znajdował się poniżej progu 100%. A aktualna hossa spowodowała, że przebity został pułap 200%.
Dlaczego tak się dzieje i dlaczego Buffett nie do końca może mieć z tym porównaniem racje? Ponad 40% przychodów generowanych przez spółki z indeksu S&P500 generowane są z zagranicy.

Ale zostawmy Buffetta a popatrzymy na najbaridzje niepokojącą sytuację, przynajmniej w moim odczuciu. Nie chodzi mi o to, że praktycznie każda osoba w USA inwestuje, a o to jak wyglada koncentracja kapitału na rynku. Spółki Magnificent 7, czyli wspaniała 7 spółek technologicznych w USA stanowi ponad ⅓ wartości indeksu S&P500.

I to jest wartość rekordowa i to nie jest tak, że ona nie ma swojego uzasadnienia. Bo za tym wszystkim idą wyniki finansowe. Spółki z czołówki po prostu potrafią generować przychody i zamieniać je w zyski. Co jest w tym niepokojącego? Zmierzamy w stronę świata, którym rządzą mega korporacje, korporacje, które już teraz wpływają w ogromny sposób na nasze życie. Ale też wpływają na to jak mamy myśleć. Tworzenie się takich wielkich molochów, które przejmują wszystko na swojej drodze, bo je na to stać. To nie jest rzecz dobra patrząc z perspektywy społecznej.
Jak to wygląda z perspektywy inwestycyjnej? Tworzy się wąskie gardło. Powstaje sytuacja, w której dużo osób w krótkim czasie będzie chciało wyjść przez wąskie drzwi. To tak obrazowo opisując tą sytuację. Natomiast spłycając ją, po prostu powoduje, że rynkowych krachów może być zdecydowanie więcej, które nie przełożą się na rynkową bessę, a na rynkową zmienność. Co oczywiście może pozytywnie wpłynąć na inwestorów krótkoterminowych oraz spekulantów. Ale zostawmy ten temat na chwilę i popatrzmy na jeden specyficzny europejski parkiet.
Uzależnienie od jednego podmiotu
Duńska giełda udowodniła, jak niebezpieczne może być zbyt duże uzależnienie od … jednego podmiotu. Gdy duński lider, spółka Novo Nordisk zaczęła tracić na wartości, cała giełda zanurkowała. W zasadzie warto dodać, że po pierwsze najważniejszy indeks giełdowy w Danii przypomina nasz rodzimy WIG20. Indeks OMX Kopenhaga to indeks ważony wartością rynkową, który składa się z 25 najbardziej aktywnie handlowanych akcji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Kopenhadze. Wcześniej był to indeks 20 spółek. Jak widać nie tylko niemiecka giełda zauważyła, że warto najważniejsze giełdowe indeksy rozszerzać o kolejne spółki. Może w Polsce też coś takiego się wydarzy, ale mniejsza z tym. Wróćmy do Dani. Novo Nordisk to spółka 10- krotnie większa od drugiej duńskiej spółki – DSV A/S, a łącznie wycena tego farmaceutycznego giganta jest większa od pozostałych łącznie 24 spółek wchodzących w skład indeksu.
W Danii od czerwca mamy w zasadzie bessę. Wartość tego indeksu spadła o 28%, tym samym 2 letnia hossa dobiegła końca. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że 5 letni trend wzrostowy się zakończył.
Tekst przygotował FXMAG