Światowe Forum Ekonomiczne niedawno przedstawiło raport dotyczący globalnych zagrożeń w przyszłości. Potencjalny konflikt zbrojny jest zdecydowanie największą obawą ankietowanych. Zaprezentowane w dokumencie dane dobitnie pokazują, dlaczego. Od lat na naszej planecie nie jest już tak bezpiecznie.
Liczba konfliktów zbrojnych znacznie wzrosła
We wspomnianym wyżej raporcie zamieszczono wykres, który pokazuje, ile konfliktów zbrojnych toczyło się równolegle na świecie w danym roku. Uwzględnia on okres od zakończenia Zimnej Wojny. Gdy pośrednie starcie między USA a Związkiem Radzieckim zakończyło się, faktycznie mogliśmy mówić o względnym spokoju na świecie.
Liczba konfliktów zbrojnych toczonych w danym roku

Źródło: WEC Global Risk Report 2025
Przez niemal 20 lat liczba jednocześnie toczonych konfliktów nie przekraczała 130. Tylko ułamek z nich to wojny na poziomie międzypaństwowym. Jak widać na wykresie, w niektórych latach takie konflikty w ogóle nie były toczone. Taki okres trwał chociażby od 2004 do 2007 roku. Za najspokojniejszy rok można uznać 2010. Wówczas też nie toczyła się żadna międzypaństwowa wojna, a sumaryczna liczba konfliktów zbrojnych oscylowała wokół 80. Niestety, raptem 5 lat później mówiliśmy już o ponad dwukrotnie większej ilości.
Od 2010 roku liczba konfliktów zbrojnych przez kilka kolejnych lat konsekwentnie rosła. Szczególnie przykry wzrost odnotowano w 2014 roku. Wtedy toczono już o około 30 konfliktów zbrojnych więcej niż przed rokiem. Co ciekawe, wcale nie wiązało się to z wybuchem kolejnych wojen międzypaństwowych. W tym okresie znacząco zwiększyła się natomiast liczba starć między podmiotami niepaństwowymi. Chodzi głównie o konflikty, w które zamieszane są grupy rebelianckie, najemnicy oraz organizacje terrorystyczne.
Niestety od tamtego momentu ich ilość rzadko kiedy malała, a przeważnie rosła. W niektórych latach mówiliśmy o blisko 100 takich konfliktach. Stanowiły wówczas połowę całości. Od 2014 roku wybuchało też coraz więcej konfliktów wewnątrzpaństwowych, które należy rozumieć jako starcia rebeliantów z wojskami rządowymi. Dla przykładu, tak przez lata można było klasyfikować starcia w Donbasie, które rozpoczęły się właśnie w tamtym nieszczęsnym roku.
W efekcie liczba jednocześnie toczonych konfliktów po 2014 roku nie spada poniżej 150, a w latach 2017 i 2022 niebezpiecznie zbliżała się do 200. Co gorsza, przez ostatnie parę lat wyraźnie wzrosła też liczba wojen międzypaństwowych. Choć na początku tego millenium mieliśmy kilkuletnie okresy, w trakcie których takich konfliktów nie było, od 2011 próżno szukać choćby roku bez takich starć. Niestety, na ten moment niewiele wskazuje na to, byśmy mieli wrócić do względnie spokojniejszych czasów sprzed 2010 roku.
Konflikty zbrojne z 2014 roku
Co w takim razie działo się w 2014 roku, że liczba konfliktów zbrojnych aż tak wzrosła? Już wyżej wspominaliśmy o walkach w Donbasie, ale to tylko jeden przypadek. Za znacznie więcej konfliktów na poziomie niepaństwowym odpowiedzialnych jest chociażby Państwo Islamskie, które właśnie w tamtym roku ogłosiło kalifat w Iraku i Syrii, co doprowadziło do wielu starć między różnymi grupami rebeliantów na terenie całego Bliskiego Wschodu.
W tym czasie konflikty na tle religijnym zaczęły się nasilać także na innych kontynentach. Wiele z nich wybuchło także w Afryce. Dobrym przykładem jest Nigeria, która była wówczas terroryzowana przez organizację o nazwie Boko Haram. Walki związane z wiarą były też toczone w Republice Środkowoafrykańskiej.
Dodatkowo miejsce miały też lokalne konflikty między bojówkami o władzę w państwie. Takie sytuacje miały miejsce w Sudanie Południowym, Libii, Demokratycznej Republice Konga czy Jemenie. W Kenii, Etiopii czy Somalii toczono za to walki na tle etnicznym.
W kontekście konfliktów między podmiotami niepaństwowymi nie można zapominać też o Meksyku i toczonych tam walkach pomiędzy kartelami. Te niestety w niektórych przypadkach swoim zaawansowaniem militarnym niemal dorównują wojskom rządowym.
Wojska się zbroją, a cywile cierpią
Od kilku lat wydatki wszystkich państw świata na cele militarne tylko rosną. To oczywiście nie jest jednoznacznie zła informacja, bo w kontekście państw, w których konflikty się nie toczą, ale są blisko, inwestycja w wojsko może zwiększać poczucie bezpieczeństwa. Idealnym przykładem takiego kraju jest Polska. Żadne inne państwo członkowskie NATO nie wydaje tak dużej części swojego PKB na zbrojenie.
Tekst przygotował FXMAG