Moda na inwestowanie w Gruzji
Nawet te osoby, które same nie mają funduszy na to, by inwestować w nieruchomości za granicą, pewnie słyszały w ostatnim czasie o tym, że warto swój kapitał włożyć w gruzińskie apartamenty. Nie trzeba bowiem obracać się w takim towarzystwie, wystarczy korzystać z choćby jednej aplikacji społecznościowej. Na Instagramie czy TikToku potrafią wyskakiwać nagrania influencerów, którzy swoje zarobione na sławie pieniądze wkładają właśnie w tamtejsze nieruchomości. Fit Lovers czy Robert Burneika to tylko pierwsze z brzegu przykłady znanych osób, które zdecydowały się na taką inwestycję i chętnie promowały ją w sieci.
Duża część tych inwestycji skupia się wokół gruzińskiego wybrzeża położonego nad Morzem Czarnym. W szczególności Batumi, które jest największym miastem regionu. Tamtejsze krajobrazy porównuje się wręcz z tymi, które można uświadczyć w Tajlandii. Wyżej wspomniane miasto prezentuje się za to szalenie nowocześnie, z piętrzącymi się, szklanymi wieżowcami o zmyślnych kształtach. Na pierwszy rzut oka to miejsce, do którego faktycznie mogą lgnąć inwestorzy.
Czym zachęca Gruzja?
W sieci nie brak też rzekomych ekspertów ds. tamtejszych nieruchomości, którzy przekonują internautów do tego, że inwestowanie w gruzińskie mieszkania na wybrzeżu to strzał w dziesiątkę. Jakich argumentów używają? Chyba najczęściej powtarzamy z nich, jest niewielki kapitał wejściowy. Według szacunków wspomnianych wcześniej osób ten może być od 2 do nawet 3 razy mniejszy, niż byłby potrzebny w Polsce. Gdybyśmy to tu chcieli zainwestować w ekskluzywny apartament nieopodal promenady. Zwrot ma być za to wcale nie mniejszy. Ceny wynajmu takich mieszkań rzekomo nie odstają od europejskich, a w przypadku sprzedaży można liczyć na ceny rzędu 2 500 dolarów za metr kwadratowy. Mowa tu o całkowicie wykończonych, gotowych do wejścia lokalach.
Promotorzy tego rynku jako plusy wskazują też tamtejsze prawo podatkowe i kredytowe. Pożyczki rzekomo można uzyskać w łatwy sposób, nawet w kilka dni i to niezależnie od sytuacji kredytowej w Polsce. Tamtejsze instytucje mają dawać „czystą kartę” inwestorom z zagranicy. Podatki z kolei mają bardzo zachęcać przedsiębiorców do prowadzenia tam swoich działalności, w ramach których mogą nieruchomościami operować.
Na tym nie koniec
Często pojawiającym się argumentem jest też bezpieczeństwo. Powtarzane są statystyki, według których Gruzja pod względem przestępczości wypada dużo lepiej niż Polska czy inne kierunki inwestycyjne jak na przykład Hiszpania. Tamtejsze społeczeństwo przedstawiane jest jako niezwykle ciepłe i gościnne, w szczególności dla Polaków. Gruzini mają nas kochać za interwencję Lecha Kaczyńskiego w 2008 roku. Tak o nastawieniu lokalsów do naszego narodu mówi w swoim filmie Daniel Siwiec, inwestor prowadzący kanał na YouTube, na którym opowiada o zagranicznych nieruchomościach:
Nawet kelner, taksówkarz czy osoba w sklepie, jak słyszy, że jesteś Polakiem, to kłania się do twoich stóp – mówi Siwiec Innym popularnym argumentem jest infrastruktura. Ta ma nie ustępować europejskiej. Jako dowód, często prezentowane są bardzo korzystne nagrania z lotu ptaka przedstawiające centrum Batumi. To faktycznie wygląda imponująco i może przypominać zachodnie, nadmorskie kurorty. Przynajmniej przy doborze odpowiedniego kadru. W praktyce rzeczywistość nie jest bowiem tak idealna.
Tekst przygotował FXMAG